Pewnie czekają mnie noce i dnie i znów dnie i noce sto razy gorsze od tej, która właśnie dziś wydaje mi się najgorsza.
Ta zdjęcie mogłoby powiedzieć, że mam wręcz świętą córę. Złudne! Choć każdy mi powtarza: "Boże jaka ona spokojna!"
A mnie krew zalewa jak gdybym nie mogła czuć się wyssana nie tylko z mleka.
Wracając, niby spała ale jednak nie. Nóżki w górze i płacz ale oczka zamknięte. Może jej się coś śni? Może jej niewygodnie? Może boli brzuszek? Może wychodzą ząbki? Może...no za cholerę nie chce mi powiedzieć - Perun Jeden - rzekła by moja babcia.
Cofam słowa, że ciąża jest/ była trudnym okresem. W końcu nadal czuję się jak szafa - a choćby Szafa Gdańska, a Mały Brzdąc kręci się wszędzie indziej i to na pewno nie we mnie...pomimo, że patrząc na mnie możesz mieć wrażenie, że oczekujemy kolejnego Potomka. Chodzę i myślę, co myślą o mnie inni, bo przecież widzę, że myślą o myśleniu właśnie.
Dobra, dobra wiem - nie jestem pępkiem świata!
Faktem za to jest na pewno, że już nic, nigdy nie będzie takie samo jak przed ciążą.
I tak pomogła mi dziś najmniej oczekiwany gadżet w domu.
Ktoś słyszał kiedyś o termoforze z pestek wiśni? Czego? Tak, pestek wiśni! Wystarczy, że drwił z niego Dziubas, gdy rozpakował paczkę.
Otrzymałam go ze strony BabyBoom ale z tego co wiem ten produkt można zakupić w Smyku, a ceny zaczynają się od przystępnych 15zł.
Przydał mi się w szpitalu zaraz po porodzie, gdzie obok liści kapusty stał się pożądanym przeze mnie okładem. W końcu cycki bolały, a mleko lało się strumieniami...and YouKnow.
Powiem, że to całkiem fajna sprawa wkładasz do lodówki czy zamrażarki na 15 minut i ulga murowana. Kiedy wróciłyśmy z Kwiatuszkiem do domu, rzuciłam go w kąt (tym kątem okazał się grzejnik), no bo niby do czego mi się może przydać. Dziś położyłam termofor na brzuszku Malutkiej masując go przy tym ręką. Nie wiem co pomogło: czy to, że okład był ciepły i rozgrzał bolące miejsce; czy może uspokoił ją szelest pestek, który spokojnie można użyć jako grzechotkę? Zresztą czy to ważne? Ważne, że zasypiała na dłużej niż kilka minut.
A co mi się w nim nie podoba?
Nie ma dodatkowego pokrowca na guziki czy zamek, bo przecież nie wrzucę pestek do pralki w obawie rosnącej pleśni czy innych drzewek.
Jeszcze tego mi brakuje.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz